|
₪ 1.4.2006 17:13 frustrująca ulica przeklinam moment, w którym wpadłam na pomysł przejścia w dniu dzisiejszym przez rynek. już w chwili wkroczenia na Szewską dopadła mnie skrajna frustracja. wiosna objawiła się dużym stężeniem szczęśliwych par wszelkiej maści. i pewnie nie miałabym nic przeciwko temu, gdybym sama znajdowała się w takim położeniu emocjonalnym. ale się nie znajduję. zaczynam dochodzić do wniosku, że jednak chcę się dowiedzieć. chociażby i najgorszej prawdy. ale prawdy. jeśli "nie", to po co mam się męczyć dalej. jeśli "tak", czemu nie mogę zacząć być szczęśliwa od zaraz. proste i logiczne. gorzej będzie z wprowadzeniem mojego sztańskiego planu w życie... wydaje mi się, że przemyślałam już wszystkie możliwe scenariusze. w dodatku, moi przyjaciele uważają to za świetny pomysł. oczywiście tylko ci, którzy nie mają większych problemów. rozważałam zastosowanie jakiejś formy manipulacji, bo na okładce Cialdiniego wyczytałam, że publikacja (...) udziela jasnych i przekonujących odpowiedzi na pytania: -jak nakłonić innego człowieka (...) do podjęcia lub zmiany decyzji? -jak dokonać tego, by takiej zmiany zapragnął? [przyznacie, że kuszące :>] ale On niestety już przeczytał tą książkę. w każdym razie sądzę, że to przeżyję. a dziś idę na wieczór kabaretowy i pewnie Go nie będzie. może to i lepiej... 3 voices ₪ 4.4.2006 15:46 energia może jutro... w każdym razie rozpiera mnie energia. od piątku. taka wewnętrzna energia, co to nie pozwala się skupić. głos mi się trzęsie. wybucham nagłym śmiechem. nie mogę pisać, bo długopis pozostawia za sobą tylko jakieś bazgroły. dziw, że trafiam w klawiaturę. 5 voices ₪ 5.4.2006 12:49 mixed up dziś będzie nieporządnie i bez związku (w znaczeniu dosłownym i w przenośni). ostatnio moja pamięc gubi się pomiędzy snem a jawą. i nie dotyczy to tylko czasu spędzanego mniej lub bardziej z Kimś. mianowicie zastanawiam się, czy widziałam wczoraj krzak forsycji, czy tylko mi się to przyśniło. jednym słowem, ciężka schizofrenia... a może wszystko mi się śni. może zaraz ktoś mnie obudzi i powie, że to ostatni przystanek i czas wysiadać. może okaże się, że nie ma Kogoś, a ja wcale nie studiuję politologii. i że te wszystkie dziwne uczucia to jedynie wymysł mojej podświadomości. tylko że ja wcale nie jestem pewna, czy w takim wypadku chciałabym się obudzić. pozostałaby pustka. jak na początek kwietnia przystało, spadł śnieg. "kwiecień-plecień..." prawda. ale ja sobie nie życzę zimy na wiosnę. uśmiech zanika i oboje mamy podkrążone oczy. poza tym miałam sobie dziś rower od babci przywieźć. no to sobie przywiozę :/ a jak jeszcze pomyślę, że wczoraj wieczorem rozważałam wykopanie z szafy moich czerwonych trampek, to dreszcz przebiega mi po plecach. kolejna sesja dyszy mi w kark. zauważam jej nieznaczne podobieństwo do ogra z inteligencją 1... ten oddech przynajmniej. wypadałoby się wziąć do roboty, ale nie jest to proste mając zaburzenia koncentracji i energię nierównomiernie pulsującą pod skórą. niestety wciąż nie było okazji. jak się jej nie chce znaleźć, to sama się nie urodzi... ostrzegałam, że będzie pomieszanie z poplątaniem. jak sałata lodowa z pomidorami, fetą, oliwkami i sosem własnej produkcji... chyba robię się głodna. 9 voices ₪ 7.4.2006 13:01 wiosenna kondycja znów pojawiło się słońce i zdałam sobie sprawę, że już niedługo trzeba będzie przywdziać strój coraz-mniej-kompletny. a to oznacza, że trzeba w nim... wyglądać 8) od jakiegoś czasu myślimy z M. o zapisaniu się do jakiegoś fitness clubu, ale ewidentnie nam to nie wychodzi. a bo za daleko, a bo za drogo, a bo nie ma czasu... zrobiłam 50 brzuszków, 20 przysiadów, mostek z leżenia i skłon. nie jestem zmęczona. czyżby to dobroczynne działanie zapieprzania na III piętro Collegium Ruinum? a może awersja do windy, od czasu, kiedy K. podskoczył i zawiśliśmy pomiędzy piętrami? tak czy owak, nie jest najgorzej. jutro już zdecydowanie jadę po rowerek :] chyba że znowu zacznie padać... 4 voices ₪ 8.4.2006 12:50 koniec bajki i już. już po wszystkim. nawet nie musiałam nic mówić. wyznawać. wystarczyło zapytać: kobieta? moje serce to poligon po próbie nuklearnej. nawet nie potrafię Go znienawidzić. bo za co? za to, że nareszcie jest szczęśliwy? sprzężenie zwrotne. po co mi serce? wystarczyłaby metalowa puszka z zastawkami. muszę żyć dalej. ale nie potrafię. 9 voices ₪ 10.4.2006 19:22 puzzle zbieram fragmenty mojego życia i dopasowuję do siebie. moja układanka wciąż nie jest kompletna... przez ostatnie kilka dni rozsypało się nie tylko moje życie. staram się pomóc mojemu przyjacielowi. ale każdy musi sam ułożyć swoje puzzle. połączyłam już wszystkie brzegi. czas wypełnić środek. to jest zawsze najtrudniejsze... 7 voices ₪ 13.4.2006 14:43 sprzątam porządki przedświąteczne [argh!], porządki życiowe... wywalam, co się da, ale graciarnia pozostanie. znowu pod biurkiem zgromadzę dwie reklamówki papierów, które miały być potrzebne, ale nie były. glany wreszcie wylądują w pudełku [nie jestem zainteresowana śniegiem w kwietniu], plyty na stojaku, książki na półkach. zastanawia mnie tylko, na jak długo... :> z życia wywalam wszystko, co dotyczyło jego [już nie z wielkiej litery, bo niby z jakiej racji!]. obrazy, dzwięki, zapachy, dotyk, poczucie humoru. będę z uporem maniaka oglądać jego filmy i słuchać jego muzyki. ale nic mi się już z nim nie skojarzy. chciałam podziękować wszystkim, którzy mi pomogli ozdrowieć tak szybko. życie jest zbyt krótkie, by je tracić na takich... na takich właśnie :] pozdrawiam spomiędzy bałaganu a porządku i idę włączyć pralkę :) 11 voices ₪ 15.4.2006 9:33 ale jaja! ![]() ekhem! niniejszym pragnę ogłosić, iż: wszystkim stałym i niestałym gościom tego miejsca życzę bajecznych kolorów na pisankach, 2-metrowych królików o imieniu Fred, istnej powodzi uczuć rodzinnych [i nie tylko] oraz świętego spokoju ;) dziękuję za uwagę :] 11 voices ₪ 18.4.2006 10:07 :) uśmiecham się ostatnio. dużo się uśmiecham. do ludzi i do siebie. chyba szczęście puka w moje okno, a ja... trochę waham się, czy mu otwierać. bo jest przecież nowe i nieznane. skryte za aparatem firmy Kodak, próbuje skraść mi duszę. ale jest :) trochę obawiam się mojego stanu. bo znowu sesja, a ja będę mentalnie ulatywać pod sufit... tak nie można! muszę szybko zdać egzaminy i jechać na koncert Tool. boję się. boję się, że jak komuś coś powiem, to szczęście zniknie. że jak je tylko nazwę, to już koniec. uleci. wyparuje. przeniesie się w inny wymiar. wprawdzie moi przyjaciele po części zdają sobie z niego sprawę, ale nikt nie usłyszał jeszcze całej historii. opowiem ją chyba dopiero wtedy, gdy szczęście zmaterializuje się przy mnie. kiedy już nie tylko słowa i myśli, ale zapach, dotyk i głos... tak. mmm... :) 4 voices ₪ 19.4.2006 9:32 rewolucja czuję się w moim życiu jak jakaś rewolucjonistka... wczoraj w nocy otworzyłam okno, żeby szczęście mogło wejść do środka i ogrzać się przy świecy. dziś się spotkamy i pojedziemy szukać ścieżki... a po co mi ścieżka? - no i to jest jeszcze bardziej rewolucyjne. wiosna przyszła, a ja wciąż taplam się w szarościach. ale od dziś koniec! go GREEN! i właśnie po to mi ścieżka. pasuje do mojej wizji nowego lay'a. a na razie po lewiej stonie umieściłam subsytut. bo już nie mogę wytrzymać! :) to będzie taka... kaktusowa rewolucja. bo oboje lubimy kaktusy :) 20 voices ₪ 21.4.2006 10:26 urealnienie spotkaliśmy się o 14. do domu wróciłam trochę przed 23. ten jeden jedyny [pierwszy?] raz, rzeczywistość nie stała się zabójcą moich marzeń. wprawdzie do jasnowidza wciąż mi daleko, ale... chyba po raz pierwszy wygląd ma dla mnie tak minimalne znaczenie. za dużo czasu wcześniej przegadaliśmy, żeby nagle mogło się okazać, że skoro kolor włosów nie ten, to i nie ta bajka. »fajnie było Cię trochę wczoraj urealnić :)« odchorowałam to szczęście gigantycznym bólem głowy, a dziś ostro biorę się za mój środowy egzamin. eh. no. a ścieżki oczywiście nie znalazłam. trzeba poczekać, aż trawa będzie bardziej zielona :] na ucho Kent - Kevlar Soul13 voices ₪ 23.4.2006 0:01 psycho[nie]logicznie z punktu widzenia psychoanalizy Freuda, obserwuję nieznaczną przewagę id nad superego. ego schowało się gdzieś w środku i mówi, że nie wyjdzie. z punktu widzenia koncepcji behawiorystycznej zauważyłam, że na odgłos wyskakującej rozmowy podskakuje mi serce. wyłączyłam tlena. z punktu widzenia psychologii humanistycznej moja potrzeba miłości wylazła na szczyt piramidy Maslowa. i powiedziała, że nie zejdzie, bo lubi mieć kontrolę nad sytuacją. z punktu widzenia psychologii poznawczej stałam się naiwnym myślicielem. ale wcale się nie kontroluję. z punktu widzenia socjobiologii moja strategia przyciągania wartościowego partnera jest zdeterminowana przez płeć. a kobiety są mniej agresywne [good to know...]. na ucho The Killers - Everything will be alright7 voices ₪ 25.4.2006 8:08 mantra »rzeczy rzadko są takimi, jakimi się wydają, śmietanka udaje krem.« - W.S.Gilbert na ucho Yann Tiersen - Pas Si Simple19 voices ₪ 28.4.2006 21:57 dzisiaj ...to tylko zły dzień. jeden z tych najgorszych. jeden z tych, które najpierw doprowadzają do furii, a potem do płaczu. mogłabym za ten dzień podziękować kilku osobom. ale powstrzymam się od tego zastrzyku cynizmu. niech żyją sobie w pokoju i nie przejmują się taką oryginalną jednostką, jak ja. [moja oryginalność przejawia się tym, że lubię spędzać czas z ludźmi. czasem się tego nawet domagam, przejawiając wybitną bezczelność.] ale cieszmy się, bo zgodnie z moją teorią jutro będzie nowy, piękny dzień. a przynajmniej nowy. na ucho Placebo - Every you, every me14 voices ₪ 30.4.2006 15:51 akcja-reakcja odreagowałam. wreszcie :] najpierw zwiedziliśmy z P. większość klubów w mieście, żeby w końcu i tak trafić do JazzRocka. a bo za przestrzennie, a bo za sterylnie, a bo muzyka nie ta... w okolicach 22 pojawiła M. wraz ze swym M., ale przez większość wieczoru zajęci byli sobą ;) w związku z tym ja i P. wylegliśmy na parkiet i tańczyliśmy do wszystkiego, jak leci. schodziliśmy tylko na czas maksymalnych smętów przytulanych. wyszliśmy po 2, kiedy DJ zaczął puszczać jakieś satanistyczne kawałki dla pagujących metali [masteeer!!!], tudzież smętne reagge. musieliśmy wyjść, żeby tam nie zasnąć. ale wcześniej zdążyliśmy się wyszaleć tak, że w pewnym momencie aż zabrakło mi energii... miał do nas dołączyć jeszcze Ktoś, ale nie dał rady. potem sobie pomyślałam, że może to i lepiej, bo P. nie czuł się tak bardzo zdominowany przez szczęście w parach. a bawiliśmy się doskonale jako dwoje "samotnych" przyjaciół ;) na ucho Tool - Right in two12 voices |