|
₪ 6.1.2006 19:45 coraz bliżej sesja kolokwia napisałam. wszystkie. teraz już tylko poprawki i egzaminy. a potem poprawki egzaminów. niech żyje optymizm! =) moje życie osobiste podzieliło się na pół. jedna połowa jest piękna, zajebista wręcz i ma... [szczegółów nie będzie :P]. za to drugą generalnie trafia szlag. ale obiektywnie postrzegając sprawy, w tej dziedzinie jest lepiej niż było. i tego się trzymajmy. następny post, jak sądzę, w okolicach 26 stycznia. cierpliwość popłaca, jak mi to ostatnio Martuś perswaduje :) 3 voices ₪ 14.1.2006 14:38 13 piątek pierwszy egzamin za mną. kolejna fantastyczna impreza za mną. egzamin z socjologii za 4 dni. ta świadomość boli... miałam nie pisać do 26, alem się przeprowadziła do Martusi i z tej okazji mam neta. niestety w dalszym ciągu nie mam czasu (z przyczyn wyjaśnionych powyżej)... myślę, że chciałabym tu napisać, że och i ach, ale nie wiadomo, kto te moje wynurzenia pocztuje. w związku z tym nie będzie tkliwych komentarzy do mojego życia. może to i lepiej. wpadnę niedługo, a w lutym spod sterty kurzu wykopię linki do Was i zacznę je eksploatować :) 1 voices ₪ 17.1.2006 11:56 DÓPA nie wiem czemu tak jest, ale ostatnio wszystko się pieprzy. i to nawet nie chodzi o to, że u mnie - przez 19 lat przyzwyczaiłam się do tego, że moje życie było, jest i będzie do dupy... gorzej, że nieszczęścia spotykają ludzi, którzy w jakiś sposób są mi bliscy... a ja nie potrafię nic z tym zrobić. bo mogę się uśmiechać, robić dobrą minę do złej gry i generalnie się nie przejmować. ale nie mogę nakazać tego Jemu i jej i całej reszcie. nie mogę zrobić nic, żeby i oni się uśmiechali. i to mi ciąży. nieznośna ciężkość bytów wokół mnie. i nieznośna lekkość bytu mojego. bo ja mam już taki poziom świadomości, tyle ironii w sobie, że jak się uprę, to wmówię sobie, że mnie to wszystko gówno obchodzi i, że jest mi w moim życiu dobrze, a wręcz fantastycznie. ale oni nie chcą i może też nie potrafią sobie wmawiać... 13 voices ₪ 21.1.2006 18:25 empiryczny realizm immanentny jak widać zakopałam się w filozofii. dzięki temu poniekąd przestałam myśleć o świecie. a świat przestał myśleć o mnie, co skutkuje tym, że ludzie mi nie odpisują [na smsy, na maile, na gadu...] ale humor mam już lepszy, chociaż codziennie znajduję dowody na potwierdzenie mojej tezy. mniej rzeczy mnie denerwuje [ostatnio tylko zdania wielokrotnie złożone pana Ajdukiewicza]. wysłuchałam tylko dwóch wykładów o mojej nieodpowiedzialności i niedorosłości [z przewidywanych trzech]. fotografuję moją gitarę. przestałam pisać wiersze. wysypiam się. w przerwach między Platonem a Kantem usiłuję zagrać "Elevator Beat" i podobno idzie mi nieźle. jak się będę permanentnie katować, to do listopada zdążę... dzisiaj po raz kolejny obejrzę "Zakochanego Shakespeare'a". jak zwykle na końcu będę radośnie porykiwać, marząc o takiej miłości. tak intensywnej. [tak niesamowicie kiczowatej.] wszystko jak zwykle. a na koniec perełka: wielkość Ajdukiewicza polegała na tym, że "potrafił widzieć problemy tam, gdzie innym wszystko wydawało się oczywiste." :D chyba nie mam szans, żeby zapamiętano mnie jako geniusza. szkoda... 5 voices ₪ 23.1.2006 9:31 z filozoficznych rozmów studentów A: jestem głodna... B: jestem głupia... oba na "gł". A: i oba przechodzą. B: głupota jest wrodzona... i nieuleczalna. A: realizm genetyczny? kontynuator myśli Liebniza -> neoherbatnik A: odezwał się mój immanentny głos... immanentny ból brzucha. *** to tak w kontekście dzisiejszego egzaminu ;P 1 voices ₪ 24.1.2006 15:57 mogłabym powiedzieć... mogłabym powiedzieć, że na ujocie jest burdel i, że nie wiadomo, kiedy skończy się ta piekielna sesja, bo pan "pożal się Boże" magister ma nas gdzieś i leczy sobie naszym kosztem kompleksy... mogłabym powiedzieć, że wczorajszy egzamin był z kosmosu i jakoś nie sądzę, bym zobaczyła siebie na liście szczęśliwców, w związku z czym czeka mnie marzec... mogłabym powiedzieć, że w związku z dwoma powyższymi [kumulacyjnie], prawdopodobnie w marcu napiszę dwa lub nawet trzy egzaminy, w zależności od tego, na kiedy jego wysokość pan magister postanowi sprawdzić nasze kolokwia... mogłabym powiedzieć, że wszystko się pierdoli i zaczynam kląć, jak szewc, mimo że starałam się być grzeczną i dobrze ułożoną panienką... mogłabym powiedzieć, że obecnie dziedziną życia, która pierdoli mi się najmniej, jest moje życie [że tak powiem] osobiste, co wcale nie oznacza, że jest ono cacy... mogłabym powiedzieć, że mam ochotę zalać się w trupa, stanąć na rynku i głośno krzyczeć... mogłabym powiedzieć to wszystko. ale po co? 9 voices ₪ 27.1.2006 22:04 depresja temperatury temperatura spadła i wszystkim odechciało się żyć... tak. mnie też. chociaż przyznam, że jak tłumaczę innym, że życie jest piękne [blah!], to sama zaczynam w to wierzyć. chwilowo. wprawdzie znam smutasów, którym Celsiusz ani nie zaszkodzi, ani nie pomoże, ale kiedy ludzie, z natury swej optymistyczni, zaczynają zrzędzić, to coś musi być nie tak... wyglądam więc wiosny. albo chociaż temperatur, w których kolczyki nie przymarzają mi do uszu :P czuję, że mam fazę na "The Wall". obejrzę i pójdę spać, czując w sobie zasysającą pustkę. lepsze to niż bezsilność z motylkami. wiem, że to połączenie wygląda na samobójcze... dlatego właśnie wolę pustkę. ogólnie nie jest ze mną dobrze. symptom nr 1: napisałam dziś maila na około dwie strony. symptom nr 2: mam katar. symptomy się ze sobą nie wiążą, niemniej jednak są niepokojące... 4 voices ₪ 29.1.2006 18:15 było-jest-będzie no i tak. wzięło mnie na wspomnienia. na rozliczanie przeszłości. na oglądanie starych zdjęć. na opowieści dziwnej treści ;) [1] pomyślałam, że przypomnę o sobie starym znajomym... puszczam sygnałki. [2] siedzimy z M. przy stole i gadamy: o tych wszystkich starych, zardzewiałych miłościach, wygłupach, wycieczkach szkolnych... o tym, co w tamtym czasie zdawało się być tragedią. gadamy o facetach, o lalkach Barbie, o muzyce do "Króla Lwa". -a opowiadałam ci o...? [3] -chodź, pokażę ci go. powinien być na którymś zdjęciu ze studniówki... [ponieważ go nie było] wchodzimy na stronę gdyńskiego liceum. przeglądamy galerię. -to zdjęcia z zawodów. powinien tu gdzieś być... o! a to moja dyrektorka... pani od matematyki... monsieur M. a to F.! no, opowiadałam ci o nim. teraz studiuje prawo na UW... [4] na stronie mojej szkoły też jest spora galeria. -o! to jest P. - no mówiłam, że przystojny. a to K z długimi włosami. masz rację, z krótkimi mu lepiej... a to nasza miss szkoły 2004 - prawda, że przystojna? opowiadałam ci o Z.? patrz, jak tu wyszedł! obok niego S. - ale mają miny! a to... o rany! to przecież ja! prawie się nie poznałam... -miałaś takie długie włosy? -no... [5] znalazłam kwestionariusz Prousta, który wypełniłam pół roku temu. nie czytając tamtej wersji, jeszcze raz odpowiadam na pytania. zmieniłam się... ale tylko troszeczkę :P [lipiec 2005 vs. styczeń 2006] i w ten oto sposób zakopałam się we wspomnieniach. chyba łatwiej patrzeć w przyszłość, kiedy wiadomo, że to, co teraz spędza mi sen z powiek, będzie kiedyś całkiem zabawne. znów nabrałam dystansu do swojego życia :] 5 voices |